Loading the content... Loading depends on your connection speed!

Masz pytania? Zadzwoń: +48 503 305 561
Koszyk - 0.00 
couponslay

Gdy czasem mnie poniesie i powiem o słowo za dużo… ;) – wywiad

Moim gościem w cyklu „Recepta na udane małżeństwo” jest Angelika, która od trzech lat jest żoną, a od sześciu ukochaną kobietą Piotra. Ich oczkiem w głowie jest mały Karolek, który urodził się na wiosnę tego roku.

Od sześciu lat jesteście razem, ale znacie się dłużej, prawda?

Razem studiowaliśmy. Historia jest dość zabawna. Na pierwszych zajęciach na studiach (lektorat z języka obcego) usiedliśmy razem w ławce.  Zawsze mieliśmy o czym rozmawiać i przez cały okres studiów utrzymywaliśmy umiarkowanie intensywne kontakty. Ale dopiero pod koniec piątego roku zaczęliśmy się spotykać. Przez cały ten czas nie przyszłoby mi do głowy, że ten chłopak, który siedział obok mnie na angielskim będzie moim mężem. Ale patrząc z perspektywy czasu widzę, że od razu coś zaskoczyło, choć nie od razu to zauważyliśmy.

Co było takim wyzwalaczem decyzji o wspólnym spędzeniu reszty życia? 🙂

Zbieżność wyznawanych wartości oraz podstawowych poglądów na życie. Główne znaczenie miała tu wyznawana wiara, bo to ona determinuje to jak chcieliśmy, aby wyglądał nasz dom i rodzina. Gdy poznaliśmy się, nasze poglądy jeszcze się krystalizowały, ale z  czasem osiągaliśmy coraz większe porozumienie. Oczywiście na decyzję o byciu razem wpłynęło także to tajemnicze COŚ. Gdybym miała ubrać to w słowa, to powiedziałabym, że nasz związek był taki… normalny. Po prostu. Dobrze nam się rozmawiało, a nawet, gdy zapadała cisza, nigdy nie była ona niezręczna. Potrafiliśmy ze sobą współpracować. Dzielić różne aktywności, ale też pozwalać sobie na czas tylko dla siebie. I gdy widzieliśmy, że to wszystko jest możliwe i wychodzi nam tak naturalnie, to wiedzieliśmy, że to jest TO. No i oczywiście to uczucie tęsknoty przy dłuższym rozstaniu, które nie słabło z czasem 🙂

Czy w Waszym związku pojawiają się konflikty?

Tu ważne jest jak definiujemy konflikt. Oczywiście nie zawsze się zgadzamy. Czy często tak jest? Zależy jak na to patrzeć, bo jeśli liczyć sposób ładowania zmywarki przeze mnie i przez męża, to nie zgadzamy się dwa razy dziennie 🙂 Jeśli chodzi o poważniejsze kwesti, to raz na jakiś czas zdarzy się, że nie zgadzamy się w jakiejś kwestii. Zwykle nie są to sprawy wymagające natychmiastowego dojścia do porozumienia. Wtedy rozmawiamy, dyskutujemy, zastanawiamy się nad argumentami drugiej strony, weryfikujemy własne stanowisko. To wszystko tak mądrze brzmi, ale dzieje się u nas naturalnie. Konflikt, czyli różnica zdań nigdy nie jest dla nas kryzysem. Raczej czymś normalnym. Nie patrzymy na to, jak na zagrożenie, tylko jak na okazję do dyskusji i poszerzenia horyzontów. To też lekcja pokory – trzeba umieć słuchać drugiej strony i nie zakładać z góry, że mam monopol na słuszność. Jednak nigdy (podkreślam to) nie pokłóciliśmy się, nigdy nie mieliśmy cichych dni. Może to kwestia zawodu (jesteśmy psychologami), ale chyba bardziej kwestia dobrego dopasowania temperamentu. Gdy czasem mnie poniesie i powiem o słowo za dużo, mąż nie wypomina mi tego bo wie, że jestem bardziej wybuchowa niż on i nie bierze tego osobiście. Z kolei, gdy on o czymś zapomni, albo nie usłyszy pytania, które mu zadałam (twierdzi, że nie robi tego specjalnie :-)) staram się być wyrozumiała, bo wiem już, że tak mu się po prostu zdarza. Oboje pracujemy nad swoimi słabymi stronami, bo wielu z nich jesteśmy świadomi. A pokorne pamiętanie o tym, że nie tylko współmałżonek ma wady, pozwala nam się bardziej na siebie otworzyć.

12242697_10207715350751759_2102425182_o

Bywa też tak, że nie dochodzimy do porozumienia np. w kwestii drugiego imienia dla syna. Ale oceniamy wtedy, czy jest się o co spierać? Jeśli nie, to któraś ze stron odpuszcza. Przykład tego imienia jest dość dobry – ja chciałam, żeby syn miał drugie imię po moim mężu – podoba mi się symbolika takiej decyzji, jednak wiedziałam, że miło będzie mojemu mężowi, gdy dam mu wolną rękę w decydowaniu (z prawem veta dla mnie :)) I tak zrobiłam, bo drugie imię nie było dla mnie aż tak ważne, mogłam ze spokojnymi nerwami przyjąć decyzję mojego męża. W przypadku pierwszego imienia było odwrotnie i to mój mąż wykazał się większą elastycznością, bo wiedział jak frustrujące byłoby dla mnie wybranie imienia, które nie do końca by mi leżało.

Co robicie, kiedy negatywne emocje biorą górę? Macie jakieś swoje sposoby?

Tak, obracamy wiele sytuacji w żart. Żartujemy z siebie nawzajem, czasami docinamy sobie z lekką złośliwością, ale z dużą dawką miłości. Mamy do siebie duży dystans. Tak jak pisałam wcześniej – jesteśmy świadomi swoich słabych stron i pracujemy nad nimi dlatego, żartowanie z siebie samych oraz z siebie nawzajem to sposób na upuszczenie emocji i frustracji na co dzień. Poza tym dbamy o czas tylko dla siebie. Mąż uprawia sport, co jakiś czas spotyka się ze swoją drużyną na tzw. team building. Lubi gry komputerowe oraz programy o motoryzacji  i jak ma wolny wieczór to poświęca temu trochę czasu. Ja też wychodzę sama na zajęcia dodatkowe wieczorami. Mamy też nasze wspólne hobby – taniec i raz w tygodniu mamy wychodne na kurs – dziadkowie mają okazję do nacieszenia się wnukiem, a my – sobą. Mamy też trochę aktywność, które lubimy robić razem  np. gotować, a przede wszystkim jeść! 🙂

Wspaniale! My też bardzo lubimy tańczyć. Chodziliśmy razem na kursy tańca 🙂

Co wniosły do Waszego małżeństwa dzieci?

Wieeeeleee radości. Choć nie było łatwo. Mamy piątkę dzieci z czego czworo zmarło przed narodzeniem. Fizycznie jest z nami pięciomiesięczny synek.

To bardzo trudne doświadczenie…

Wiele ludzi mówi, że dziecko to „masakra”. Że jest ciężko, trudno, nie śpi się, nie je, a o makijażu można zapomnieć. Nie potwierdzamy tego. Byliśmy gotowi na przyjęcie dziecka, mniej więcej zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jakie trudności nas czekają i nie robimy z nich wielkiego halo. Zdarzają się trudniejsze chwile (np. o 3 w nocy ;)), ale przecież w każdej dziedzinie życia takie trudniejsze momenty się zdarzają. Po prostu szukamy rozwiązań, które dla nas będą dobre i póki co udaje nam się to. Dziecko utwierdziło nas w przekonaniu, że jesteśmy w odpowiednim miejscu i że bycie rodzicami to nasze powołanie.

12271527_10207715485795135_1439633664_o

Co sprawia, że macie jako małżonkowie  wspólny kierunek w życiu?

To wiara nadaje kierunek naszemu postępowaniu, naszym wyborom i codzienności. Najważniejsza jest miłość – ta w naszej rodzinie, do ludzi wokół nas, ale także miłość do siebie samych. Bo przecież Bóg jest miłością. A zatem starając się na co dzień wychodzić z miłością do siebie i otoczenia (czyli po prostu postępować dobrze, nie krzywdząc) często nawet się nad tym nie zastanawiając, dajemy wyraz temu,  że On jest najważniejszy.

Ponieważ wiem, że stosujecie naturalne planowanie rodziny, mam odwagę zapytać – Co ono wniosło do Waszej relacji?

Spokój. NPR daje nam poczucie pewności i spokoju. Płodność nie jest dla nas tematem tabu, czy kwestią krępującą. Dzięki stosowaniu NPR, czyli wpisaniu go w naszą codzienność, temat płodności często dla innych krępujący, dla nas jest naturalny i zupełnie normalny.

NPR daje nam pewność, bo jesteśmy przekonani, że żadna metoda antykoncepcji nie pozwoli nam z taką skutecznością zaplanować rozwoju naszej rodziny.

NPR dało nam poczucie pełnej akceptacji płodności takiej, jaka jest. Płodność nigdy nie jest dla nas problemem. Czasami jest wyzwaniem, ale nigdy czymś uciążliwym.

NPR dało nam też wiedzę – mąż wie, w jakim momencie cyklu jestem i zachowuje dystans do moich rozchwianych emocji 😉

NPR zbliżyło nas do siebie.

12271353_10207715392872812_983826770_o

Czy naturalne planowanie rodziny jest trudne?

Nie. Jak sama nazwa wskazuje – jest naturalne. Po wielu latach obserwacji (obserwuję się już około 10 lat, zaczęłam jeszcze długo przed ślubem) zauważam objawy płodności mimochodem i nie poświęcam na ich obserwację dodatkowego czasu. Wyzwaniem może być zachowanie wstrzemięźliwości w okresie potencjalnie płodnym. Ale właśnie – patrzymy na to jak na wyzwanie, a nie trudność. Sami się na to zdecydowaliśmy i takie okresy oczekiwania budują tylko między nami pozytywne napięcie. Utrzymanie go w ryzach bywa trudne… ale, nie niemożliwe 🙂

Jakie przesłanie chcielibyście przekazać ty, którzy mają mniejszy staż?

Żeby byli optymistami. Odkąd pamiętamy, nie brakowało wokół nas złych proroków. Na każdym kroku słyszeliśmy proroctwa typu: zobaczycie… jak będzie po ślubie, jak będzie po dziecku, jak zamieszkacie razem, jakie straszne będą ciąża i poród. No, zobaczyliśmy – że nic nie uczyniło nas do tej pory szczęśliwszymi. Że wszystko da się zrobić i nie trzeba przy tym wykazywać się  nadludzkim wysiłkiem. Życie jest dla ludzi – przed nami już tyle pokoleń dawało sobie radę z wyzwaniami, takimi jakie są też naszym udziałem. Dlaczego my (Wy) nie mielibyśmy (nie mielibyście) dać rady? Teraz oczywiście „proroctwa”, wypowiadane ze strony innych, nas nie opuszczają, bo dopiero zobaczymy co to będzie, gdy urodzi nam się drugie dziecko (na pewno będzie bardziej niegrzeczne!), zobaczymy gdy dorośnie, gdy pójdzie do szkoły, albo gdy będziemy mieli wnuki.

Uśmiechamy się tylko pod nosem i mamy nadzieję, że inni zobaczą, że – da się! Wierzymy w to mocno i Wy też uwierzcie! 🙂

Angelika, dziękuję Ci serdecznie, że chciałaś opowiedzieć o Waszym związku! Życzę Wam, aby te fałszywe „proroctwa” nigdy się nie spełniły. Wasz maluch niech rośnie i za jakiś czas, kiedy będziecie na to gotowi, niech Wasza rodzina się powiększy! Oby bezproblemowo, tym razem. Jesteście wspaniałym przykładem tego, że trudne chwile umacniają relację. 🙂

Ten wpis ukazuje się w ramach cyklu „Recepta na udane małżeństwo”.

Jakie Ty masz sposoby na budowanie trwałej, małżeńskiej relacji?

Może chcesz przedstawić innym swoją historię?

Napisz ewa@laboratoriumwiezi.pl

  • Piękne zdjęcia! Wspaniale patrzy się na tą rodzinę – taka radość, spokój i pewność od nich bije.

    Źli prorocy. Dzięki nim podjęłam temat pisania o małżeństwie. Wielu ich i faktycznie wpływają na małżeństwa trochę na zasadzie samospelniajacego się proroctwa.

    • Trudności w małżeństwie zdarzają się, ale to zawsze są sytuacje do rozwiązania. Dzięki nim się wzrasta. Jeśli z powodu trudności rezygnowalibyśmy z działania, to moglibyśmy nie robić nic 😉 Prorocy usprawiedliwiają własną słabość i rezygnację.

      • „Prorocy usprawiedliwiają własną słabość i rezygnację” – niestety muszę się z tym zgodzić. Grunt to tak żyć w małżeństwie, aby takim „złym prorokiem” się nie stać 🙂

Mobile version: Enabled

laboratorium-wiezi-logo_v1Zapisz się na newsletter

Przypuszczam, że masz dość ciągłego starania się o poprawę relacji?
Być może oczekujesz już tylko tego, by mąż/partner zaangażował się
po prostu w pomoc w obowiązkach domowych, odprowadzaniu dzieci, odrabianiu lekcji i … ? Masz dość ciągłych próśb, powtarzania tego, co trzeba zrobić. Ciągłe odwracanie się głowy Twojego męża w stronę ekranu komputera wyprowadza Cię z równowagi i masz ochotę powiedzieć BASTA. Jesteś zmęczona, zła i czujesz, że przekroczyłaś już granicę swojej wytrzymałości….

Dobrze trafiłaś! Pokażę Ci jak z tego wyjść, żeby poczuć znów radość, pokój serca i cieszyć się życiem. Pomogę Ci dbać relację i pomóc Ci rozwiązywać pojawiające się problemy.
i otrzymaj bezpłatny pakiet korzyści:

Rabat 40 zł na 1h konsultacji online
oraz
Kalendarz miłości – uniwersalne narzędzie
do budowania nawyków. Czytasz, działasz i cieszysz się efektami!
Jest ekscytująco, ciepło i znów widzisz podziw w oczach współmałżonka.

Powered by WordPress Popup


Warning: simplexml_load_string(): Entity: line 1: parser error : Start tag expected, '<' not found in /domains/laboratoriumwiezi.pl/public_html/wp-content/plugins/soslider-social-slider/handlers/facebook/init.php on line 173

Warning: simplexml_load_string(): Not Found <br /><a href="http://www.facebook.com/">Back to Facebook.</a> in /domains/laboratoriumwiezi.pl/public_html/wp-content/plugins/soslider-social-slider/handlers/facebook/init.php on line 173

Warning: simplexml_load_string(): ^ in /domains/laboratoriumwiezi.pl/public_html/wp-content/plugins/soslider-social-slider/handlers/facebook/init.php on line 173

Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /domains/laboratoriumwiezi.pl/public_html/wp-content/plugins/soslider-social-slider/handlers/facebook/init.php on line 174